Kamila i Mateusz – ślub boho.

W tej historii jest dwoje bohaterów i właściwie trudno określić, który z nich jest ciekawszy. Zresztą po co – i tak najfajniejsi są w duecie. Ona, Kamila, zakochana w drewnie, swoich zwierzętach, gorąca jak ogień kobieta, a właściwie… szamanka. Dobrze, że u jej boku występuje strażak. I to nie byle jaki – Mateusz to przystojniak w mundurze jak z filmu! Jakie to szczęście, że najpierw trafili na siebie, a później – przed ołtarz. Oj tak, takiej historii nie powstydziłby się nawet hollywoodzki scenarzysta. Więcej wątków, które kojarzą się z kinem? Proszę bardzo – Kamila to Bellucci, jeszcze bardziej temperamentna od słynnej Monici!

Ślub Kamili i Mateusza był dokładnie taki sam, jak oni – ze stylem, ale i z temperamentem. Złote szpilki, koronki, rustykalne wianki i mundury, a do tego stroje druhen utrzymane w tym samym, bordowym odcieniu. Ktoś by powiedział: to tylko detale, ale ja wiem, że to właśnie takie szczegóły świadczą o tym, ile ta para włożyła serca w przygotowanie uroczystości.

Goście weselni na pewno docenili wysiłek, bo zachwytom, tańcom i wzruszeniom nie było końca. Uwagę musieli dzielić między Państwa Młodych, a kota Lusię i psa Jagusię, ale nie wyglądali na szczególnie zatroskanych tym faktem. W końcu kto by narzekał na taką ilość miłości?!

Ja, jak cichy świadek, przyglądałam się rozwojowi wydarzeń tego wieczoru, a swoją relacją dzielę się z Wami poniżej. Znacie ładniejsze happy endy?