Rodzinna sesja w klimacie boho.

Rodzina jak malowana. Dosłownie. I to z kilku powodów! Po pierwsze dlatego, że Natalia to prawdziwa zdolniacha, która studiowała malarstwo na ASP, a teraz projektuje autorskie suknie ślubne meLove, które możecie podziwiać na wielu moich zdjęciach (na przykład tutaj >> KLIK). Po drugie dlatego, że kroku dotrzymuje jej Krzysztof – też twórca, ale taki specjalizujący się w projektowaniu cyfrowego świata. Po trzecie dlatego, że efekt tej sesji nie bez przyczyny nawiązuje do płócien dawnych mistrzów – tych, którymi zawsze się zachwycam w galeriach sztuki i które z pewnością wpłynęły na to, co widzę przez obiektyw swojego aparatu.

Spójrzcie tylko na tę płomienną czerwień jak u Caravaggia. Na małego Kubę, który do złudzenia przypomina chłopca z portretów Ślewińskiego. Na tę dziką i pustą o tej porze roku plażę, jakby żywcem przeniesioną z XIX-wiecznego pejzażu. Są też gołe stopy w piasku (wreszcie, po tylu miesiącach zimy!), jest i suknia malowniczo targana wiatrem. Przede wszystkim są jednak oni, główni bohaterowie tej kompozycji: ludzie wpatrzeni w siebie jak w obrazek.

W takim miejscu i z takim towarzystwem u boku czas się zatrzymuje i nikt nie liczy mijających godzin. Oni cieszą się swoją obecnością, a ja uwieczniam ich wspólne chwile na zdjęciach – po to, żeby mogli do nich wrócić po latach, jak do obrazów w albumach Rembrandta. W końcu, jak mawiał Hipokrates: „Życie jest krótkie, a sztuka długa”, prawda?