Ola i Radzio – nietypowa sesja ślubna

Robienie ślubnych zdjęć zawsze jest czymś szczególnym – w końcu taka sesja (przynajmniej ta pierwsza w życiu) zdarza się raz. Świadomość wyjątkowości tego wydarzenia zazwyczaj dzieli moich klientów na dwie grupy. Jedni podchodzą do misji z pełną powagą, wymyślają scenografię, dopracowują szczegóły stylizacji, szukają inspiracji na Instagramie i ustalają ze mną szczegółowy plan tego, co będziemy robić. Drudzy wprost przeciwnie – postanawiają pójść za ciosem, stwierdzając, że skoro ślubna sesja jest taka nadzwyczajna, to tym bardziej chcą być sobą. Czyje podejście jest lepsze? Nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie, bo każdy ma prawo realizować własne marzenia – zwłaszcza w takim dniu. Mnie najbardziej fascynuje to, na jak wiele sposobów można wyrazić na zdjęciu kimś się jest, co się lubi i jak w jaki sposób się żyje.

Do osób, które swoje ślubne zdjęcia postanowiły zrealizować po swojemu (a czemu z radością przyklasnęłam, bo kocham takie akcje!), należą Aleksandra i Radziu. Czy ich bliscy są zszokowani faktem, że  młoda para będzie miała w rodzinnym albumie pamiątkę w postaci ślubnej sesji w dresach z trzema paskami? Absolutnie nie – w końcu znajdę tę dwójkę za dobrze, żeby się dziwić. Bardziej kreatywni niż zwariowani, chodzący swoimi drogami, a przy tym wystarczająco mocno stąpający po ziemi, żeby postawić na swoim, zdecydowali, że ich outfity na zdjęciach będą właśnie takie: kolorowe, sportowe i na luzie. Można? Można. Jeśli dotąd wydawało Wam się, że na takim planie w grę wchodzą jedynie „dorosłe” stylizacje, macie najlepszy dowód na to, że można to zrobić inaczej.

Ale chwileczkę, chwileczkę! To jeszcze nie koniec tej historii. Nasza sesja miała też swoje drugie oblicze: bardziej subtelne, eleganckie i bliższe temu, co zazwyczaj ma się w głowie, kiedy się myśli „zdjęcia ślubne”. Aleksandra i Radek zdecydowali się też na zdjęcia w sukni i garniturze, chociaż i tu przemycili trochę typowego dla siebie pazura i mnóstwo intrygujących sprzeczności. W końcu burgundowy kolor stroju pana młodego i trampki noszone do ślubnej kreacji trudno nazwać przewidywalnymi, prawda? Dla mnie najbardziej ikonicznym zdjęciem tej sesji jest to, na którym Ola wydaje się mówić: „No photos, please!”. I jak tu za nimi nadążyć… 🙂

Korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na użycie ciasteczek.
O polityce prywatności i ciasteczkach przeczytasz - TUTAJ